Może to jednak nie jest niegrzeczność, ale lekceważenie obowiązków radnego, a może radny po prostu wszędzie się spóźnia (czy raczej „spaźnia”, do pracy w zakładzie także. I wszędzie, również z zakładu pracy też wychodzi przed czasem? Może radny lekceważy wyborców i tych, których prosi ponownie o głos ubiegając się o kolejną kadencję w Radzie Miejskiej Legnicy?
Tak zasadnicze pytania biorą się po prostu z zachowania radnego Szynalskiego, który – w miarę zbliżania się wyborów samorządowych – nie tylko, że spóźnia się na obrady Rady Miejskiej Legnicy, ale też wychodzi z posiedzenia przed jego zakończeniem.
Tak też było w trakcie ostatnich obrad 26 lutego 2024 r., gdy podczas pierwszych dwóch głosowań radnego Szynalskiego nie było, na tablicy wyświetlającej wynik głosowania został wskazany jako nieobecny.
Nie było go także 8 minut po rozpoczęciu sesji, która rozpoczęła się z ośmiominutowym opóźnieniem. A więc spóźnił się ponad 15 minut.
Czyżby to dowód, że nie potrafi się nawet kulturalnie spóźniać i zmieścić w akademickim kwadransie…
A i wyszedł dużo wcześniej z obrad Rady Miejskiej, bo nawet pół godziny przed zakończeniem obrad i nie brał udziału w kilku głosowaniach (bodaj pięciu).
Dlatego trudno dyskutować z wypowiedzi radnego Szynalskiego podczas obrad Rady Miejskiej Legnicy, ale też zrozumieć po co kandydował na tak ważne, odpowiedzialne i społecznie istotne stanowisko.
Radny Szynalski podczas ostatniego – właśnie – posiedzenia samorządu stwierdził, kiedy był już obecny np.:”… ja nic tu w urzędzie nie robię, tylko słucham jak się przekrzykujemy…” albo „…nie mam żadnego wpływu. Co mam wpływ na coś?…”.
O bezmyślność albo chamstwo radnego nawet nie można podejrzewać, gdyż to niewątpliwie mąż stanu legnickiego samorządu!!!
DziennikLegnicki.pl pisał już o zachowaniu radnego Szynalskiego, choćby tutaj:
AK, Fot. DL