Dawne sowieckie miasteczko na rogatkach Legnicy w tzw. Lasku Złotoryjskim porasta już piękna roślinność albo wypalają je wandale. To już gruzy, ale nie całkowicie.
Ciągle, to co zostało kryje w sobie wiele tajemnic, które mogą przerażać lub śmieszyć. Albo i dziwić.
Budynki, które przed II wojną światową zajmował Wehrmacht i miał tam np. szpital, a nawet sanatorium dla swoich żołnierzy, przejęły potem (po zakończeniu wojny) wojska sowieckie.
Dziś wydaje się to największa i ginąca tajemnica Legnicy.
Zostały z niej jedynie popadające w ruinę budynki, które przypominają już gruzowisko.
Choć i tam można jeszcze ciągle znaleźć szczątki historii sowieckiej okupacji Legnicy oraz ludzi, którzy tam żyli i próbowali tworzyć sobie swój świat.
W piwnicach zostały np. ślady siłowni, gdzie jeden ze znaków zaleca abstynencję alkoholową. Inne to znaki klubów sportowych z Ukrainy, bo duża cześć sowieckiego wojska stacjonującego w mieście pochodziła właśnie z Ukrainy.
W innym miejscu można jeszcze znaleźć ślady szpitala i apteki oraz więzienia dla żołnierzy.
W jednym z budynków, który się jeszcze nie zawalił, a w czasach, gdy zarządzali nim Niemcy był szpitalem oraz sanatorium dla oficerów Wehrmachtu zachowały się jeszcze niemieckie napisy na ścianach, właśnie z tamtych czasów.
Ale chyba największą tajemnicę i niespodziankę stanowi budynek kaplicy ewangelickiej z czasów niemieckiej administracji.
Rosjanie zachowali ją i przekształcili w kaplice cmentarną, gdzie prawdopodobnie przygotowywano zwłoki zmarłych do pochówku. Może o tym świadczyć zachowany krzyż czy katafalk na trumnę. Dziś niestety zdewastowane.
Największa tajemnica po sowietach w Legnicy ginie, ale może dlatego stanowi chyba największą atrakcją dla turystów, eksploratorów historii i tajemnic…
W tym miejscu bowiem łączy się historii Sowietów i Niemców. I nadal dzieje się historia Polski.



































AK, Fot. Dziennik Legnicki