Czy wszędzie są potrzebne defibrylatory? Czy mamy aż taki dramat w służbie zdrowia?
Tak przynajmniej można wnioskować z interpelacji legnickiej radnej Katarzyny Odrowskiej, która w piśmie do Prezydenta Legnicy zwraca jednak uwagę na inne elementy sytuacji zdrowotnej czy medycznej społeczeństwa:
„Ze względu na starzejące się społeczeństwo i choroby cywilizacyjne, jak problemy krążeniowe i związane z tym przerwaniem akcji serca, które są jedną z podstawowych przyczyn zgonów w Polsce ważne jest, by zrobić wszystko, co usprawni ratowanie życia mieszkańców Legnicy. Jednym ze sposobów są automatyczne defibrylatory zewnętrzne AED. By spełniały swoją funkcje i ratowały życie muszą być dostępne w miejscach publicznych, zwłaszcza tych, gdzie występuje duże natężenie ludzi. Tego typu sprzęt ma prostą obsługę, a automat prowadzi użytkownika krok po kroku, jest bardzo bezpieczny w użyciu i dla każdego, bez wcześniejszego przygotowania.
Jednym z takich miejsc, gdzie powinny się pojawić, wzorem innych miast jest – komunikacja miejska.”
Dlatego radna prosi władze miasta o kupno albo pozyskanie defibrylatorów AED w inny sposób i umieszczenie ich w autobusach elektrycznych.
Zdaniem radnej tego rodzaju wydatki można spróbować sfinansować za pośrednictwem funduszy prewencyjnych firm czy brokerów ubezpieczeniowych.
„Warto wpisywać je również w wymogi techniczne przy planowaniu kolejnych zakupów autobusów elektrycznych, tak, by to dostawca umieszczał je już na pokładzie pojazdów. Wnoszę również o systematyczne, w miarę możliwości, doposażanie jeżdżącego już po Legnicy taboru komunikacji miejskiej” – zaznacza radna Katarzyna Odrowska.
Być może dobrą inicjatywą społeczną byłoby zamontowanie defibrylatorów w różnych urzędach i instytucjach.
Tam przecież także jest duże natężenie ludzi i wydaje się, że także problemów.
Bowiem czy ten zamontowany w legnickim Ratuszu, jeszcze w 2014 roku działa i czy obecnie to wystarczy?
AK, Fot. Dziennik Legnicki