MEW czyli małe elektrownie wodne stanowią ogromne możliwości energetyczne dla samorządów.
Ale problemy związane z ich budową powodują, iż potencjał ten wciąż pozostaje niewykorzystany.
Wystarczy przypomnieć, że w Polsce przed II wojną światową funkcjonowało niemal 10 tys. małych elektrowni wodnych. Po wojnie jeszcze w latach 50 – tych ich liczbę szacowano na około 6,5 tys.
Obecnie to niespełna 800. Zaś ich moc obliczana jest na około 1000 MW.
Wydaje się więc, że jeden z ważniejszych sposobów na uzyskanie zielonej – odnawialnej energii po prostu się marnuje, by nie stwierdzić, że „przecieka przez palce”.
Według oficjalnych informacji obecnie elektrownie wodne średniej i dużej mocy zlokalizowane są przede wszystkim w zachodniej i południowej częściach Polski, natomiast liczne małe elektrownie wodne – w Karpatach, Sudetach, na Roztoczu, a także na rzekach Przymorza.
Do najważniejszych przeszkód, które utrudniają czy wręcz uniemożliwiają rozwój tego sektora energetycznego należą nie tylko kwestie finansowe, bo MEW wymagają dużych nakładów, ale również kwestie prawne.
Choćby prawo do dysponowania nieruchomościami będącymi często własnością Skarbu Państwa oraz gruntami pokrytymi wodami płynącymi.
Formalnie w kraju działa dziś ponad 14 tys. obiektów piętrzących wodę o wysokości piętrzenia powyżej 0,7 m.
Polska ma wiec sprzyjające warunki do rozwoju energetyki wodnej.
Z danych Urzędu Regulacji Energetyki wynika, że w Polsce obiekty tego typu – do 300 kW stanowią 77% instalacji. 13% to obiekty w przedziale mocy od 300 kW do 1 MW. Zaś największe, o mocy powyżej 1 MW, stanowią tylko 10% liczby wszystkich instalacji.
MK, Fot. Dziennik Legnicki