Prosty, skuteczny i sprawdzony. Sprawdzony przez wie lat i wiele razy, także w ciężkich czasach po II Wojnie Światowej.
O tym, że brakuje lekarzy wiadomo od dawna.
Zaś służba zdrowia, Narodowy Fundusz Zdrowia, Ministerstwo Zdrowia, generalnie władze państwa mają panaceum na braki w tym zakresie, ale nie wykorzystują go, bo…???
Gdyż jest to coraz bardziej zapomnianego i ciągle niedocenianego felczera.
Trzeba przyznać, że jest to już wymierający zawód, ale niezupełnie.
W Rejestrze Felczerów prowadzonym przez Naczelną Radę Lekarską jest około dwustu felczerów w Polsce.
Choć ich liczba ma tendencję spadkową.
Szacuje się, że w ciągu roku dopuszcza się do wykonywania tego zawodu zaledwie kilkanaście osób.
Jest to wynik braku kształcenia felczerów, jakie zaniechano kilkanaście lat temu.
Kwalifikacje felczera są niższe niż lekarza, choćby dlatego, że nie wymaga się od niego ukończenia studiów wyższych, a jedynie szkoły średniej (liceum felczerskiego) i zdobycia kwalifikacji na poziomie średnim.
Obecnie praktykujący felczerzy pracują – wykonują zawód na podstawie ustawy z 20 lipca 1950 o zawodzie felczera i rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 11 marca 2005 r. w sprawie szczegółowych uprawnień zawodowych felczera.
Uprawnienia felczera obejmują świadczenia zdrowotne wobec chorych, które nie wymagają specjalistycznej opieki lekarskiej, a także w nagłych wypadkach.
Ma on również wiele innych uprawnień, choćby do wypisywania recept, asystowania przy zabiegach chirurgicznych, wykonywania znieczulenia miejscowego, zaopatrzenia chirurgicznego rany.
Nie jest więc wykluczone, że felczer zastąpi lekarza, a znachorka pielęgniarkę…
Chyba, że pacjenci wybiorą sztuczną inteligencję…
MK, Fot. Dziennik Legnicki