Legnicka prokuratura odrzuciła bowiem wniosek pełnomocnika Macieja Kupaja, Prezydenta Legnicy ws. naruszenia jego nietykalności cielesnej przez dziennikarza TV Republika Janusza Życzkowskiego.
Zdaniem Kupaja, który mówił o tym także oficjalnie podczas sesji Rady Miejskiej Legnicy wszystko się nagrało. Dlatego to on miał być rzekomo pokrzywdzony, a nawet zaatakowany przez dziennikarza – jak twierdził w mediach społecznościowych.
Nie ma na to jednak dowodów.
Legnicka prokuratura dlatego odmówiła wszczęcia dochodzenia ws. wyżej wymienionego „incydentu”.
Jak wyjaśniała prokurator Liliana Łukasiewicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Legnicy: „Brak jest znamion czynu zabronionego, trudno stwierdzić żeby to jedna ze stron dopuściła się takiego czynu. Brak jest uzasadnionego podejrzenia o popełnieniu przestępstwa.”
Zdaniem prokuratury z materiałów filmowych jakimi dysponuje można raczej wnioskować, że panowie wpadli na siebie podczas sesji Rady Miejskiej Legnicy.
Dlatego nie ma podstaw, aby procedować tutaj np. art. 222 kk &1 – Kto narusza nietykalność cielesną funkcjonariusza publicznego…
Decyzja prokuratury w powyższym zakresie nie jest jeszcze prawomocna i przysługuje od niej odwołanie.
Przypomnijmy, że do zdarzenia doszło podczas październikowej sesji Rady Miejskiej Legnicy, gdy w Sali obrad toczyła się debata, a mieszkańcy Legnicy protestowali, gdyż ich zdaniem Maciej Kupaj usunął łamiąc prawo krzyż ze ściany w sali.
Tam właśnie sytuację relacjonował dziennikarz.
Zaś z dostępnych w sieci nagrań można wnioskować, że to Maciej Kupaj, Prezydent Legnicy wpadł na dziennikarza, który w tym czasie przeprowadzał wywiad z jednym z legnickich radnych.
AK, Fot. Dziennik Legnicki