I wydaje się, że nie jest to pieśń przyszłości, ale początek rewolucji podatkowej.
Obecnie bowiem rolnicy płacą za swoje grunty podatek rolny, a więc od kwintala żyta.
Co więcej, w przypadku nieurodzaju bądź innych klęsk żywiołowych (susza, powódź, plaga chorób bądź szkodników) gminy mogą zwalniać rolników z opłaty podatkowej albo ją zmniejszać.
Gospodarze płacą obecnie podatek w zakresie ośmiu klas gruntów rolnicy, łąk i pastwisk. Dziś to 2,5 kwintala żyta na hektar przeliczeniowy oraz 5 kwintali żyta na inne grunty.
Trzeba podkreślić, że rolnicy w zakresie tych podatków pokrywają także opłaty za powierzchnie, które nie są obsiane roślinami uprawnymi, bo są miejscami zadrzewionymi bądź po prostu miedzami (to zaś jest ważne dla zrównoważonego środowiska, gdyż tam mogą się chronić i żyć zwierzęta).
Najnowszy pomysł jaki pojawił się w parlamencie podczas rozmów samorządowców i strony rządowej to wprowadzenie podatku rolnego – od powierzchni.
Ile będzie to opłata za hektar? Czy będą zwolnienia podatkowe? W jakim zakresie? Kiedy zostanie wprowadzone nowe rozwiązanie?
Na te i wiele innych pytań związanych z sektorem rolnym gospodarze nie mają jeszcze odpowiedzi…
AK, Fot. Dziennik Legnicki