Trwająca już od kilku lat walka korporacji samorządowych o demokrację, a więc likwidację ograniczenia ilości kadencji dla wójtów, burmistrzów i prezydentów zakończy się niczym, czyli przegraną.
To wyraźny brak realizacji obietnicy wyborczej ze strony obecnie rządzących, którzy w kampanii do parlamentu w 2023 roku szli na ustach właśnie z deklaracją likwidacji ograniczenia mandatów dla wójtów, burmistrzów i prezydentów do dwóch kadencji.
Ich dwukadencyjność wydaje się więc przesądzona, przynajmniej na razie, choć w politycznym środowisku aż od demokratycznych opinii w tym zakresie.
Realna prawda o takim rozwiązaniu jest banalnie prosta i nadzwyczaj pragmatyczna.
Związane z środowiskami Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, Polska 2050 i oczywiście Polskiego Stronnictwa Ludowego rzesze lokalnych działaczy politycznych chcą zmian i rotacji na stanowiskach, a nie ugruntowania obecnego status quo.
Potrzeba jest nie tylko polityczna świeża krew, ale też frukty dla kolejnych.
Zaś liderom poszczególnych partii daje to także możliwość sterowania partyjnymi dołami, które w walce o stołki w samorządach mogą poprzeć kogoś albo i nie…
A tymczasem zgodnie z wyliczeniami samorządowych korporacji niemal 90 procent gmin w ciągu ostatnich osiemnastu lat zmieniło swoich gospodarzy, zaś w 2024 aż 40 procent. Jedynie w 15 procentach gmin wiejskich od 2006 roku ten sam wójt pełni swoją rolę nieprzerwanie.
Ich wyliczenia wskazują również, że ostatnio w ponad 400 gminach o stanowisko wójta, burmistrza czy prezydenta ubiegał się tylko jeden kandydat.
I jak podkreślają obecne zapisy to zabieranie obywatelom biernego i czynnego prawa wyborczego.
Przypomnijmy, że zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast od 2018 roku mogą pełnić swoje funkcje maksymalnie przez dwie kadencje.
Ze statystyk samorządowców wynika, że w 2029 roku – jeśli prawo nadal będzie w tym zakresie aktualne – ponad półtora tysiąca lokalnych polityków (samorządowców) straci swoje posady i oczywiście pieniądze.
Być może nawet wbrew lokalnym społecznościom, które mogą chcieć, aby nadal sprawowali urząd prezydenta miasta, burmistrza czy wójta.
Dlatego teraz największe i najbardziej prestiżowe, zarówno ogólnopolskie, jak i regionalne korporacje samorządowe (skupione m.in. w Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego) apelują do obecnych władz – rząd, aby zniesiono tego rodzaju ograniczenie.
Przeciwnicy aktualnego rozwiązania prawnego podkreślają, że to wręcz hamowanie demokratycznych decyzji wyborców.
Zaś zwolennicy zaznaczają, że pozwala to na personalne zmiany w strukturach samorządowych, które są często określane jako „zabetonowane”.
AK, Fot. Dziennik Legnicki