James Bond z PRL-u. Wyznania prawdziwego szpiega…

W czasie niedawnego spotkania mieszkańców Legnicy z prawdziwym szpiegiem, prawdziwym agentem, którego bohaterem na Zamku Piastowskim był nie kto inny a Vincet V. Severski okazało się, że to nie tylko autor powieści szpiegowskich, które rozeszły się w nakładzie ponad miliona egzemplarzy.

Dziś już w stanie spoczynku, bo emerytowany pułkownik Vincent V. Severski jest znakomitym gawędziarzem…, który niemal 30 lat pracował jako oficer operacyjny i odbył kilkadziesiąt misji w wielu krajach świata.  

I to najpewniej właśnie dlatego mógłby dziś wiele powiedzieć o szpiegach, agentach, ich pracy, życiu codziennym… choć na pewno nie wszystko.

Pewne jest, że posługiwał się trzema nazwiskami Severski, Sokołowski i Siewierski.

Publiczności i swoim czytelnikom w Legnicy wyznał:

„Włodzimierzem Sokołowskim to byłem przez 24 lata, później to już miałem inne nazwiska. (…) W książkach jest to co z doświadczenia, ale także wyobraźnia. Ja w zasadzie w wywiadzie nauczyłem się czytać, pisać. Wszystko co pisze jest efektem mojego doświadczenia, tego wyboru życiowego którego dokonałem. Wszystko co ja opowiadam w swoich książkach jeśli nie wydarzyło to mogło się wydarzyć.”

Pewnie dlatego z ogromną szczerością stwierdził: „Wywiad, każdy wywiad to jest organizacja przestępcza.”

Severski dużo także opowiadał o swoim dawnym fachu: ”Szpiegiem zawodowym są funkcjonariusze zawodowi, którzy są funkcjonariuszami państwowymi.”

Zdradził też, że sam zwerbował przynajmniej kilkunastu dodając:

„To byli źli ludzie. 99 proce agentów to są ludzie, którzy pracują z niskich pobudek i dla nas pracują zdradzając swój kraj.”

Warto wiedzieć, że podobnie jak kiedyś i teraz są cztery podstawy werbunkowe: pieniądze, ideologia, materiały nacisku oraz ego. 

Lokalnym wątkiem spotkania była także Legnica, która jak powiedział stała się miejscem operacji wywiadu innych służb, ale także Rosjanie werbowali tutaj swoich agentów.

Jak jest dzisiaj…

Żeby to wszystko mogło zostać wypowiedziane czy też napisane Severski najpierw musiał trafić do wywiadu. To zaś stało się – jak mówił – trochę przez przypadek:

„Zacząłem się szwendać, nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Poszedłem do MSW i myślałem, że będę pracował jako prawnik. Wtedy powiedziano mi, chłopie idziesz do wywiadu. Właściwie to mnie służba wybrała.

Dla mnie wstąpienie do wywiadu miałem wtedy 24 lata, wydawało mi się, że złapałem Pana Boga za nogi, wydawało mi się będę miał takie cudowne życie jak James Bond.” 

Dobrze wspomina Stare Kiejkuty, które skończył jako prymus i zdradził kulisy zakrapianych alkoholem imprez w ośrodku wywiadu: „Używaliśmy do 13 grudnia i wtedy zamknęli bar. Nie mieliśmy dostępu. Ale i tak sobie radziliśmy. Najlepiej flaszkę chowało się w spłuczce, zawsze była zimna wódeczka.”

Jego zdaniem jednak ośrodek w Starych Kiejkutach to poważna sprawa, gdyż zbudowano go, bo: „Gierek nie chciał szkolenia polskich oficerów na wschodzie.” I dodał: „Kiejkuty są po to żeby szefowie dowiedzieli się do czego się nadają ludzie.”

AK, Fot. Dziennik Legnicki

POWIĄZANE

Categories gospodarka

Trzeba już modlić się o pracę, bo Tusk bierze władze?

czytaj więcej
Categories porady

Nie strasz dziecka policjantem!

czytaj więcej
Categories region

MOPS czy raczej ZUS dla księży???

czytaj więcej
Categories legnica

Pijana matka skazana

czytaj więcej
Categories porady

Legnica – miasto niebezpieczne (!!!) Konieczne kursy samoobrony (???)

czytaj więcej
Categories porady

Mamy: bezpieczny temat na święta przy stole

czytaj więcej
Categories region

Ostatni dzwonek na ferie w mundurze!!! 

czytaj więcej
Categories legnica

Najpiękniejsza choinka w Legnicy – kibiców Miedzi  

czytaj więcej
Categories legnica

W zimie też inne niebezpieczne czynniki chorób

czytaj więcej

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *