Krzysztof Strynkowski, który przed laty pracował w specjalnej grupie zajmującej się przejmowaniem mienie pojarowskiego – posowieckiego w mieście i regionie wskazuje na ciągle poważny problem.
Przypomnijmy, że opuszczając Legnicę jednostki Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej domagały się rekompensaty za postawione nieruchomości – różnego rodzaju budynki, bloki, infrastrukturę.
Wtedy właśnie wymyślono opcję zerową i strona Polska wskazała na ogromne skażenie przejmowanego obszaru wraz z różnymi obiektami oraz ich zniszczenie, wręcz dekapitalizację.
Co skutkowało de facto przejmowaniem nie majątku – korzyści, ale problemów, kosztów.
Strynkowski opowiada, że np. na lotnisku w Legnicy przez wiele lat trwało sczerpywanie paliwa, bo kiedy Rosjanie je opuszczali, podobnie jak inne bazy, zostawiali samochody, ale otwierali zbiorniki i wylewali paliwo po prostu na ziemię.
Potem robiono oczywiście odwierty, wypompowywano to paliwo, ale roku druga próba także była pozytywna i dalej paliwo wypompowywano.
Taki stan rzeczy był i nadal jest spowodowany budową geologiczną ziemi w naszym regionie, gdzie są niecki. Kiedy więc padał deszcz woda ponownie unosiła paliwo w wyższe warstwy i ponownie trzeba było je wypompowywać na powierzchnię.
– I tak do dziś mamy tą ropę na lotnisku, w Raszówce i paru innych miejscach – uważa Krzysztof Strynkowski.
AK, Fot. Dziennik Legnicki